Wehikuł poza czasem i przestrzenią. Tomasz Cymerman o spektaklu "Simona, gdzie jesteś?" /wywiad/



Miała być "czwartym Kossakiem", kontynuować rodzinne tradycje, pielęgnować artystyczny talent. Swoje życie poświęciła jednak pustelniczej egzystencji oraz zgłębianiu zjawisk przyrody i świata zwierząt. Z inspiracji niezwykłą postacią Simony Kossak, powstał spektakl, który uwzględnia krakowskie korzenie bohaterki. Tuż przed festiwalową premierą "Simona, gdzie jesteś?", rozmawiamy z autorem i reżyserem sztuki - Tomaszem Cymermanem.
  
***


Bierzesz udział w festiwalu teatralnym o krakowsko- małopolskich podtekstach. Twoja sztuka została jednak poświęcona postaci, która z Krakowa właściwie uciekła...

Tak naprawdę, nie uciekła, ale wyjechała w poszukiwaniu pracy. Rodzina nie zdołała odkryć w niej oczekiwanych artystycznych talentów. Simona pojawiła się zresztą w bardzo trudnym, nie tylko dla Kossaków, historycznym momencie - urodzona w trakcie okupacji, wychowana najpierw w stalinizmie, a później komunizmie. W naszym spektaklu nazywamy ją nawet "dzieckiem wojny". Simona musiała sama przecierać dla siebie szlaki. Na pytanie o to, czy uciekała czy nie z Krakowa, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno pojechała do Puszczy Białowieskiej w konkretnym, pragmatycznym celu - aby rozwijać karierę naukową. Pierwotnie myślała o Bieszczadach, ale nie było tam wówczas dla niej posady.


O losie Simony zadecydował przypadek?

Przypadek, ale powiązany z bardzo konkretnym życiowym wyborem. Simonę interesowały zwierzęta, zajmowała się nimi zawodowo jako zoopsycholog, obserwowała je i analizowała ich zachowania. W Puszczy miała tak spędzić całe 35 lat swojego życia.


Ta pustelnicza egzystencja wydaje się mieć mało wspólnego z krakowskimi korzeniami. Czy w Twoim spektaklu odgrywają one jakieś znaczenie?

Wątek krakowski jest dla naszego spektaklu fundamentalny, ciągle na scenie powraca. Jeśli już uzurpować sobie wspomnianą interpretację losów bohaterki jako uciekinierki, należałoby również powiedzieć, iż im bardziej Simona od Krakowa się oddalała, tym bardziej ów Kraków do niej wracał. I to w przedziwny sposób. Początkowo chciałeś inscenizować całość w scenerii słynnej Kossakówki. Czy miejsce, w którym wychowała się Simona, pozostało ważnym punktem odniesienia w spektaklu? Kossakówka jest dla nas jednym z najważniejszych punktów odniesienia jako przestrzeń tak realna, jak i symboliczna. To miejsce bardzo symptomatyczne dla Krakowa. Dom zbudowany z pieniędzy i kunsztu malarzy batalistów, relikt tradycji i formacji ziemiańskiej, którą niektórzy, szczególnie dziś, chcielibyśmy uparcie kultywować. Dla Simony Kossakówka wiązała się z dzieciństwem w skrajnie mieszczańskim domu, rygorem, luksusem, matką, która jej nie akceptowała. Jedyną przestrzenią, w której bohaterka czuła się dobrze w dzieciństwie był ogród. Ogród wokół domu Kossaków był ogromny i stanowił namiastką puszczy dla Simony. To było miejsce jej dziecięcych zabaw i, można powiedzieć, pierwszych badań przyrodniczych; jedyna przestrzeń swobody. PRL-owskie władze postanowiły ogród wyciąć, przeznaczając grunty, na których rósł, pod zabudowę. Dziś w miejscu ogrodu stoją bloki, Jubilat itd. Kossakówka i Puszcza Białowieska to dwie najważniejsze przestrzenie w życiu Simony, i one się przenikają w naszym spektaklu. W Kossakówce była część puszczy, a w Puszczy była część Kossakówki.


Kossakówka niczym raj utracony czy może skompromitowana idea?

To miejsce nie istnieje i nigdy nie będzie już istnieć w oryginalnym kształcie. Tak naprawdę dekonstrukcja tej tradycji już dawno się dokonała i próby jej kontynuacji jawią się jako śmieszne i groteskowe. Co jakiś czas można zaobserwować w różnych częściach kraju odradzanie się mitu Kossakówek - marzeń o tego typu świecie, rodzinie, statusie. To model można powiedzieć wiktoriański, który w Polsce zaczął funkcjonować po upadku powstania styczniowego. Sama idea Kossakówki jest zatem ruchoma. Oderwała się od pierwotnego miejsca i wędruje.


Na tle tej obumierającej mieszczańskiej tradycji, rysuje się biografia osoby charyzmatycznej i pod wieloma względami wyprzedzającej swoje czasy.

Energia Simony jest rzeczywiście niezwykła. Jej obecność w Puszczy Białowieskiej to postawienie wszystkiego na jedną kartę. Decyzja niezwykle radykalna - zamieszkać w środku lasu, bez prądu i wody. Trudno powiedzieć, czy za tak niezależną postawą stały wyniesione z rodzinnego domu kompleksy - niższości czy wyższości. Simona zawsze przeciwstawiała się wszelkim partykularnym interesom, które na terenie Puszczy często przenikały się i otwarcie manifestowały. Moim zdaniem, ta determinacja jest mocno związana ze wspomnianą rodzinną tradycją, uprzedzeniami, które nabyła obserwując swoistą zagładę wspomnianej Kossakówki. Po śmierci Jerzego Kossaka w 1955 roku, ta rodzinna posiadłość rzeczywiście zaczęła się zapadać. A Simona jako dziecko funkcjonowała w świecie nieprzystającym do rzeczywistości, domu pełnym sprzętów typu sztućce do homarów czy noże do ostryg. Sądzę, że pielęgnacja tego typu tradycji nigdy nie przypadła jej do gustu. Wydaje się, że wręcz ją bojkotowała.


Spektakl odtwarza te wszystkie złożone motywacje bohaterki?

Błądzimy we mgle interpretacji, próbujemy wyłuskać historię rezonującą ze współczesnym czasem. Krążymy wokół tematów: kobieta – natura – tradycja. Chciałbym zaznaczyć, że nie robimy spektaklu o Simonie Kossak. Jej biografia i postać jest w planie dalszym. Życie Simony jest dla nas punktem wyjścia, jest kopalnią tematów, które są "na czasie". Odchodzę od psychologii, od wgłębiania się w wewnętrzne konflikty tej postaci. Tekst opieram się na aluzji, staram się znaleźć uniwersalne centra w tej opowieści, które nadal korespondują z naszą rzeczywistością. Chcę stworzyć spektakl, który jest wehikułem działającym poza czasem i przestrzenią, rozbiłem też całkowicie konstrukcję postaci-bohaterki. Chciałbym, żeby to była opowieść, która się ciągle opowiada, wciąż od nowa, i nie jest zamknięta.


Festiwalowa premiera spektaklu 13 września o godz. 19.00 w Teatrze Łaźnia Nowa. Kolejny pokaz dzień później.


/opracował: Ł. Badula/

Komentarze