Projekt będący niesamowitym wyzwaniem. Rozmowa z Jakubem Skrzywankiem


Plac Szczepański terenem instalacji, którą może współtworzyć każdy mieszkaniec Krakowa. O genezie projektu "Live The City/ Leave The City" rozmawiamy z jego twórcą - reżyserem Jakubem Skrzywankiem.

***

Na festiwalu poświęconym małopolskiej specyfice zajmujesz się Krakowem. Ale w sposób szczególny. Tak nieoczywisty, jak Twoje dotychczasowe relacje z miastem….

Do Krakowa ściągnęły mnie studia na Wydziale Reżyserii Dramatu PWST.  Trafiłem tutaj na całe trzy lata – okres, który bardzo mocno ukształtował mnie pod względem tego, co chcę w życiu robić, jak postrzegam nie tylko teatr, ale i rzeczywistość. Jednocześnie nagle znalazłem się w mieście, w którym nie miałem nikogo. Przestrzeń Krakowa była dla mnie domeną dwóch silnie zderzających się emocji. Pierwsza to samotność, konieczność radzenia sobie na własną rękę z tym, co mnie otacza. Druga to euforyczne, choć oparte nie tylko na pozytywnych emocjach, spotkania ze światem teatru, a co za tym idzie – wykuwanie własnej osobowości artystycznej.


Studencki skok na głęboką wodę wiązał się z odkrywaniem jakiś zaskakujących cech Krakowa?

Jestem wrocławianinem, a moja rodzina pochodzi z kresów. Dorastałem w otoczeniu, które kojarzyło mi się z jakąś wielką różnorodnością kulturową. Tymczasem przeprowadzam się do miasta legend, autorytetów, głęboko zakorzenionej idei polskości, miasta Matejki, Wyspiańskiego, Kantora, miasta bardziej jednolitego. Tożsamość Krakowa jest bardzo silnie określona, przede wszystkim za sprawą samych krakusów i ich kultywowanej, także w okresie zaborów, sferze mitu. Tutaj ma się do czynienia z bardzo silną samoidentyfikacją, czy chodzi o środowiska akademickie czy też tradycje kulturowe. Miałem przez pewien czas spory problem z odnalezieniem się w tym mieście, z rozczytaniem tych wszystkich kodów, które są mocno wrośnięte w tradycję i historię tutejszych rodzin.



Czy poza konfrontacją z Krakowem mitycznym, historycznym, kulturowym, miałeś styczność z bardziej powszednim i ludzkim obliczem miasta? Co w nim zwróciło Twoją uwagę?

Tuż po przyjeździe zamieszkałem na Podgórzu, co ciekawe na ulicy nomen omen Lwowskiej. Cała ta okolica była niezmiernie ciekawa i, zwłaszcza w odniesieniu do wspomnianej spuścizny Krakowa, zaskakująca. Mieszkałem naprzeciwko murów byłego getta żydowskiego, gdzie od rana do wieczora kursowały meleksy z wycieczkami. W sąsiedztwie otwarła się Cafe Fińska - niesamowita wspólnotowa, społecznikowska inicjatywa. Tuż pod moim mieszkaniem mieścił się natomiast sklepik pani Joli. Jego właścicielka, cudowna osoba, posiadała ogromną wiedzę o wszystkim i o wszystkich z bliskiego otoczenia. Znalazłem się w centrum małej społeczności, która żyje bardzo blisko siebie i wykazuje sobą spore zainteresowanie. Zupełnie przeciwieństwo potocznych wyobrażeń o wielkim mieście.

W projekcie "Live The City/Leave The City" odnosisz się do tych obserwacji, ale też żegnasz się z miastem...

Po trzech latach postanowiłem z przyczyn i osobistych i zawodowych przenieść się do Warszawy. Podjąłem decyzję, że pozostawiam za sobą Kraków, idę dalej. Dwa dni po tej decyzji zadzwonił do mnie Bartosz Szydłowski  z propozycją udziału w festiwalu Genius Loci.  Jako młody twórca otrzymałem niepowtarzalną okazję wypowiedzenia się właśnie o Krakowie. W ten sposób mogę podsumować minione trzy lata, zamknąć symbolicznie jakiś rozdział w życiu. Ale nie tylko. Razem z Mateuszem Atmanem i Marcinem Chlandą (współtwórcami projektu), zastanawialiśmy się nad tym, czym jest Genius Loci? Pomysły innych uczestników festiwalu były związane albo z pewnym określonym historycznie i terytorialnie miejscem albo też związanymi z nim postaciami. Postanowiliśmy więc podejść do tematu z innej strony. Zamarzył nam się projekt, w którym "duchami miejsca" są w przypadku Krakowa sami mieszkańcy. Bo to oni przecież współtworzą miasto. Czyli metropolia widziana nie przez pryzmat zabytków, wybitnych obywateli, zdarzeń historycznych, ale społecznej zbiorowości.

Kierujesz uwagę na zbiorowość, jednocześnie mocno podkreślając interakcję z widzem. Pod tym względem "Live The City/Leave The City” będzie przypominało bardziej happening niż spektakl teatralny. To publiczność współtworzy jego zawartość. 

Ta idea wydała mi się szczególnie bliska, choćby w kontekście moich wcześniejszych działań w kolektywie Antyteren, założonym wspólnie z moim rokiem pod opieką Grzegorza Nizołka. Przeprowadzaliśmy wówczas kilka happeningów w otwartej przestrzeni miejskiej. Teraz pomyślałem, że skoro mamy festiwal, który dotyczy bezpośrednio regionu, jest skierowany do jego mieszkańców, wykracza poza teatr, to wyjdźmy do publiczności! Stwórzmy nie tyle spektakl, co wydarzenie performatywne. Takie, którego współautorami mogliby stać się właśnie mieszkańcy Krakowa, a my dowiedzielibyśmy się o mieście czegoś nowego. Stąd hasło, które przyświeca całości: Miasto jest twoim domem, Zostaw coś po sobie. To klucz do naszego spotkania z mieszkańcami.



Jak w kontekście zaangażowania po stronie widzów, wygląda wspomniana kwestia Twojego osobistego wkładu w projekt? 

Jeśli ma do wspomnianego spotkania dojść, musimy coś sami z siebie im dać. Wychodzimy zatem od mojej biografii, która w pewien sposób jest wycinkiem z życia setek tysięcy ludzi stykających się z Krakowem – w momencie przyjazdu na studia. To jest ogromna grupa, która w dziejach tego miasta nie posiada jakiejś silnie utrwalonej legendy. Chcemy więc stworzyć taką legendę o przysłowiowych, ale nie traktowanych pejoratywnie "słoikach".  Przechodząc od mojej indywidualnej historii do doświadczeń dużej zbiorowości. Na placu Szczepańskim stanie instalacja, którą razem z Marcinem Chlandą nazwaliśmy roboczo "mój pokój". To rzeczywiście zamknięta przestrzeń mieszkalna, z drzwiami i dzwonkiem. Właśnie tutaj spędzę dziesięć godzin, oczekując na wizyty mieszkańców.


Sytuacja rodem z reality-show. Na ile improwizowana, a na ile uprzednio zaplanowana? Czego można się spodziewać po przekroczeniu progu Twojego tymczasowego lokum?

Przestrzeń happeningu zyska tutaj dwa wymiary. Pierwszy ma dotyczyć mojego osobistego podsumowania trzech lat spędzonych w Krakowie. Ze zdjęciami, zapiskami, mapą szczególnych miejsc. Ale też nie chcę z tego robić suchego wykładu. Mam nadzieję na żywy kontakt z osobami, które mnie odwiedzą. Chcę namówić gości do równie osobistych zwierzeń na temat Krakowa. I tu właśnie zaczyna się drugi wymiar happeningu. Zbiór uzyskanych od mieszkańców lub turystów informacji o Krakowie. Informacji, które mogą odnosić się do najbardziej banalnych spraw, ale które coś mówią o tożsamości miasta. Chcemy, aby również same ściany obiektu wypełniły treści od mieszkańców. Chcemy ich zachęcić do malowania, pisania, naklejania. Przez cały dzień, przez dziesięć godzin, będziemy od środka tworzyć swoisty pomnik skrzyżowany z Hyde Parkiem.  Później zostanie on przebudowany i stanie się otwartą przestrzenią udostępnioną ponownie publiczności.

"Live The City/Leave The City” to nie tylko wymiana doświadczeń i wspomnień, ale też przedmiotów o określonym ciężarze emocjonalnym. 

To, co najważniejsze w tym projekcie jest związane właśnie z partycypacją mieszkańców. Dlatego poprosimy ich, aby w dzień otwarcia festiwalu sami zbudowali rzeźbę miejską, która ich będzie charakteryzować. Stąd apel o przyniesienie na miejsce jakiegoś własnego drobiazgu.  Ofiarowane rzeczy trafią do przygotowanych wcześniej słoików. Każdemu eksponatowi będzie towarzyszyła nagrana na żywo, wspomniana narracja. Powstaną kapsuły czasu, które po dwóch tygodniach chcielibyśmy razem z muzykiem Kamilem Tuszyńskim zdekodować. Stworzyć nową legendę miejską, dzieło o roboczym tytule "Symfonia na Kraków".

Instalacja, słoiki, symfonia – odchodzisz daleko od scenicznej formy? Czy w tym eksperymencie jest jeszcze miejsce na sam teatr?

Trudno mówić o teatrze w sensie stricte. Nie ma tutaj ciągu narracyjnego czy próby odgrywania czegoś. Ale też wychodzę z założenia, że teatrem jest spotkanie z odbiorcą, które przekuwamy na bardzo silny gest artystyczny. Następuje autentyczna wymiana przeżyć i doświadczeń, udokumentowanych w celu dalszej reinterpretacji i autorskiej modyfikacji.  Inną niezmiernie ciekawą rzeczą jest to, jak owa rzeźba "wytrzyma" na placu Szczepańskim, co po niej zostanie, jakiemu przekształceniu ulegnie, zostanie zdemolowana czy może wzbogacona o jeszcze nowe treści?


Czy bierzesz pod uwagę nieoczekiwany obrót spraw również na starcie projektu? To, że np. zderzysz się z murem obojętności u przechodniów?

To projekt będący niesamowitym wyzwaniem. Ale nawet klęska komunikacyjna, to że nie uda nam się z aktywizować mieszkańców, że przez te dziesięć godzin zjawią się tylko bierni odbiorcy, wydaje się ciekawa. Bo mieszkańcy będą przez dwa tygodnie przechodzić obok tej rzeźby i przyjąć wobec niego jakąś postawę. To kwestia pytania, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy perfomance. Dla mnie zaczyna się już teraz, w trakcie tej rozmowy, momencie, w którym kierujemy do odbiorców pierwsze zaproszenie.

/rozmowę przeprowadził: Łukasz Badula/

***

Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w projekcie. Pierwsza część wydarzenia pt. LEAVE THE CITY odbędzie się 10 IX w godzinach 12:00 - 22:00 Druga część pt. LIVE THE CITY odbędzie się 22 IX – od godziny 12:00, finał wieczorem. W międzyczasie  rzeźba i przestrzeń instalacji będzie otwarta dla zwiedzających w godzinach 12:00 – 22:00.

Przeczytaj również manifest Jakuba Skrzywanka.


Komentarze