Porozumienie ze sobą z lat szkolnych. Marek Chlanda o "Szkole utopii"



Czym jest idea szkoły? Czym jest szkoła jako konkretna przestrzeń z poszczególnymi salami- klasami? Jak to jest wracać do siebie z etapu szkolnego – okresu bycia uczniem? Na terenie nowohuckiego Domu Utopii wystartowała instalacja Marka i Marcina Chlandów. 

"Szkoła utopii" to projekt międzypokoleniowy. Jego autorami są ojciec i syn – dwójka plastyków, autorów instalacji, perfomance’ów. Zderzenie dwóch odmiennych twórczych wyobraźni, wrażliwości i sposobów pracy odbywa się na płaszczyźnie instalacji, której tłem są autentyczne szkolne pomieszczenia. To piętro opuszczonego skrzydła budynku byłej szkoły elektrycznej. Właśnie tutaj widzowie zostają zaproszeni do odbycia podróży przez szkolne klasy i zarazem pracownie artysty; do udziału w lekcjach utopii. Do swoistego wizualnego multimedialnego wszechświata. Oto, co o genezie projektu mówi Marek Chlanda: 

Codziennie chodzę do szkoły. Jestem na powrót zanurzony w życie szkolne. Forma mojego aktualnego  życia jest całkowicie dostosowana do formy pracy w szkole. Proces jest bardzo wolny, gdyż wnikam w to miejsce i przyglądam się temu, jak jego materialność wnika we mnie.  Od kilku miesięcy przychodzę tu wczesnym rankiem i  działam według scenariusza sporządzonego na początku . Oczywiście, w trakcie roboty, ulega on zmianom, lecz główna scenariuszowa linia szkoły jest zachowana.

Mam czas na spokojne, miarowe obserwowanie siebie samego jako ucznia w oparciu o wspomnienia . Uczę się porozumienia ze sobą z lat szkolnych. Przyglądam się samemu zjawisku szkoły, a że jako dziecko nie cierpiałem szkoły, więc zupełnie na nowo odkrywam, co to znaczyło i co to znaczy być uczniem.  Poza naszym skrzydłem szkoła  nadal funkcjonuje, obserwuję przez okno chłopaków, dzisiejszych uczniów. 

Widzę zmiany w byciu uczniem. Szkoły, do której  chodziłem, w sensie architektonicznym i materialnym, były  podobne, choć nie były elektryczne. Raczej humanistyczne, ale to nie ma znaczenia. W maju patrzyłem na chłopców – tegorocznych maturzystów technikum elektrycznego, którzy przyjeżdżali na egzaminy swoimi samochodami i urządzali wyścigi na tym tu małym podwórku. Myślę, że poza pewnymi obyczajowymi przemianami, które oczywiście nastąpiły, szkoła polska w swej strukturze i sposobie funkcjonowania  niezbyt się zmieniła.

Mój stosunek do szkoły to stosunek do miejsca i do czasu, lecz nie do programu dydaktycznego. W moim przypadku instytucja szkoły  nie zrealizowała swojego celu dydaktycznego, wręcz zaliczyła kompletną dydaktyczną porażkę. Poza dwoma przedmiotami w pierwszej i drugiej klasie podstawówki, mianowicie kaligrafią i operacjami matematycznymi na klockach, przeszedłem przez ten ocean wiedzy suchą nogą. Żaden z nauczycieli  przedmiotowych nie wywarł na mnie takiego wrażenia, abym poszedł za jego dziedziną.  Żaden szkolny przedmiot nie stał się  moją pasją, i nie odcisnął na mnie swojego piętna. Nie polegało to na tym, iż nie byłem zainteresowany, tylko ani razu nie nastąpił moment połączenia moich zainteresowań z ofertą szkoły. 

Miałem różnorodne zainteresowania, chodziłem równocześnie do szkoły muzycznej, jednak szkoła – zarówno podstawowa jak gimnazjum - stawiała raczej barierę niż potrafiła zaciekawić. Myślę, że niestety wielu uczniów mogłoby to powiedzieć. Nie zmienia to faktu, że okres szkoły jest okresem kluczowym. Miejsce, specyficzna architektura; uczenie się sprytu, przebiegłości, uników; różnych rzeczy, które potem się w życiu przydają niekoniecznie zmieniając to życie na lepsze. Dziś jest podobnie,  do szkoły przychodzą bardzo  młodzi ludzie z dość chłonnymi umysłami, których należy "dowieźć” do progu dojrzałości. Fortunnie i niefortunnie.. 

Festiwalowe pokazy instalacji od 15 do 23 września, codziennie o godz. 16.00, na terenie Domu Utopii, przy teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie (Osiedle Szkolne 25).

Komentarze