Poczekalnia u drzwi sprawiedliwości. Rozmowa z Wojciechem Klemmem



Józef Kuraś "Ogień": bohater, partyzant, Janosik, morderca, przestępca, partyzant, a także mit Podhala. W sztuce napisanej przez Mateusza Pakułę kontrowersyjna postać jest pretekstem do szerszej refleksji nad naszym stosunkiem do historii. Festiwalowa premiera odbędzie się w niezwykłym miejscu - na zakopiańskim parkingu. O tytułowego bohatera i problematykę sztuki pytamy reżysera Wojciecha Klemma. 

***

Wraz z Twoim spektaklem, przenosimy się nie tylko na Podhale, ale i do konkretnego, budzącego duże emocje, epizodu polskiej historii... 

Historycznie niejednoznaczną, a na Podhalu wręcz kontrowersyjną postać Józefa Kurasia staramy się osadzić w niejednoznacznej przestrzeni. Takiej jak Podhale, które jako miejsce składa się nie tylko z konkretu, ale i turystycznego lukru, legend czy mitów. To trochę jak z kadłubem statku obrośniętym roślinami. Tak naprawdę nie wiadomo, co jest jeszcze kadłubem, a co obrośnięciem.



Józef Kuraś "Ogień" jest jedną z postaci, które w ostatnich latach stały się elementem określonej identyfikacji ideowej. Jako część kultu tzw. żołnierzy niezłomnych, trafiającej i do szkolnych podręczników i do kultury masowej. Na ile w Twoim spektaklu "Ogień" pozostaje zakładnikiem określonego światopoglądu?  

Problemem tej postaci nie jest opcja światopoglądowa, która ją zawłaszcza. Bo ta postać dużo wcześniej była kontrowersyjna. To, że prawica i nacjonaliści szukają teraz bohaterów dla potrzeb własnej mistyfikacji polskiej historii, jest sprawą zupełnie odrębną. Tak naprawdę Kuraś nigdy nie był postacią jednoznaczną. Ja osobiście na jej temat mam swoje zdanie, Mateusz Pakuła, autor tekstu sztuki, inne. Główne pytanie brzmi: kim był ten człowiek i czy jesteśmy w stanie tego dociec? Czy był partyzantem czy człowiekiem tworzącym w imię państwa podziemnego mafijne struktury? Wyzwolicielem czy Janosikiem? Te pytania nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek opcją polityczną. Zwłaszcza tą, która chciałaby postawić Kurasia na cokole.



W biografii Kurasia można odnaleźć przynajmniej kilka mocnych dramaturgicznie zwrotów: śmierć rodziny z rąk nazistów, próba "układania się" z nowym systemem politycznym czy w końcu otwarta walka z ludową władzą.   

Kuraś jest postacią fascynującą teatralnie - wielowarstwową, wielopoziomową, posiadającą wiele odcieni. Przez tą złożoność na pewno intryguje pod względem artystycznym. Jako biało- czarny heroiczny rysunek, natychmiast zaczyna tracić swoje walory. Opowiadamy o różnych fazach jego biografii. Staramy się zrozumieć, co za nimi stoi. Znaleźć w labiryncie tropów, opowieści, relacji, jakieś okruszki prawy o człowieku. Co zapewne jest niemożliwe. To na pewno bohater, który miał problem z dostosowaniem się do jakiegokolwiek systemu, chyba że chodziło o ten jego własny. Stąd działania typu tworzenie swojego quasi- państwa na Podhalu z 2,5 tysiącem podwładnych. Polityczne uwikłania były tylko częścią problemu. Na pewno dużą rolę odgrywała tu jego osobowość.



Czy przy tak bogatej biografii, ale i rozbieżnych ocenach, w ogóle jest możliwe obiektywne spojrzenie?

Za każdym razem, gdy ktoś zaczyna rozmawiać o Ogniu, pojawiają przynajmniej dwie skrajne opinie albo trzy różne zdania. Ale tutaj nie chodzi tylko o narzucenie narracji historycznej. Mateusz Pakuła oczywiście wyraża w sztuce wątpliwość co do oceny tamtych wydarzeń, pyta, czy wolno nam w jakikolwiek sposób oceniać przeszłość? Sądzę jednak, że dotykamy w spektaklu kwestii bardziej istotnej niż spory historyków. Podstawowe pytanie, jakie zadajemy, wiąże się z tym, czym właściwie jest sam "bohater"? Jak ważna jest pamięć o bohaterach przeszłości? Czy jest coś warta? Jeśli tego typu narracja dotycząca jednostki jest potrzebna, to jak należy ją prowadzić? Mówić o prawdzie historycznej czy kreować bohaterski mit? Nie jestem do końca pewien, czy odpowiedzi będą nam się podobały.




W jakim stopniu spektakl rekonstruuje wydarzenia z przeszłości? A może w ogóle od nich ucieka?

Rozmawiamy przede wszystkim o wizerunku Kurasia. Rekonstrukcja nie ma zatem sensu, gdyż zawsze będzie w pewien sposób zakłamana i bazująca na jakimś sztucznym wyobrażeniu tamtych czasów. Ale historia wciąż żyje w naszych ciałach, siedzi nam na karku, nie odpuszcza nam. Drgawki, w jakie jesteśmy wprawiany, powstają pod wpływem właśnie tego historycznego ciśnienia. Ciśnienia, które jest ciągle w nas pompowane. W naszej sztuce siedzimy gdzieś na skraju górskiego lasu, w swoistej poczekalni. Niczym w kafkowskim opowiadaniu. Czekamy, aby ktoś nas stamtąd odebrał, aby ktoś nas przez te symboliczne drzwi sprawiedliwości wpuścił. I to jest punkt wyjścia naszego spektaklu.



… czyli sztuka bardziej dotyczy postaw zbiorowości niż jednostkowej legendy?

Tekst Mateusza Pakuły nie jest rozbity na pojedyncze postaci. To konglomerat  najprzeróżniejszych perspektyw. Razem z aktorami próbujemy przełożyć je na rozmaite sceny i zagadnienia. Niektóre z nich rodzą wątpliwości, jak choćby motyw Feniksa odradzającego się w popiołach własnej rodziny. Czy to wystarczy, aby usprawiedliwić przemianę żołnierza w bezwzględnego egzekutora?



Te pytania padną zarazem w specyficznej i na pewno mającej wpływ na obiór spektaklu scenerii. Inscenizujecie bowiem całość na terenie jednego z zakopiańskich parkingów. 

Znaleźliśmy dla naszego spektaklu coś, co nazywam "miejscem- niemiejscem". Czyli przestrzeń nie do końca określoną, która spełnia różne funkcje. To parking, ale zarazem i przystanek autobusowy, miejsce tranzytu, teren, na którym nie przebywa się za długo. A jeżeli się tam już utknie, to jest źle. Postaci naszego spektaklu utknęły właśnie w takim miejscu. Czekając na PKS, który wywiezie ich na Olimp historyczny. Ale on nie przyjeżdża. Gdzieś z boku jest jeszcze ten plastikowy świat pamiątek i turystycznych atrakcji w Zakopanem.



Tytuł spektaklu sugeruje niemal straceńczą, niszczycielską perspektywę. Czy wymowa całości rysuje się równie pesymistycznie?

Nie. Mam nadzieję, że uda nam się odwrócić głowę uwięzioną w imadle wstecznej narracji i wreszcie spojrzeć do przodu. A jeśli patrzeć w przeszłość, to wyciągać z niej konstruktywne na przyszłość wnioski. To swoisty paradoks, że ciągle zajmujemy się ludźmi, którzy walczyli przeciwko innym, a nie tymi, którzy np. przyczynili się do pojednania między narodami. Nasz horyzont zacieśniają statyczne postaci, które rzuca nam się pod nogi niczym kłody. Nieustannie zderzamy się z przymusem oglądania współczesności poprzez przeszłość. Nikt nie patrzy do przodu, wszyscy patrzą do tyłu, a to co tam widać jest mocno idealizowane. Razem z Mateuszem Pakułą, zastanawiamy się nad tym, czy to dobry sposób na życie. Jeśli tak, to w którą stronę owej przeszłości powinniśmy bardziej spoglądać i jak?

Premiera sztuki 15 września o godz. 19:00 na parkingu przy Rondzie Solidarności, ul. Nowotarska 27, Zakopane. UWAGA! Organizatorzy zapewniają darmowy przejazd widzom z Krakowa. Kolejny festiwalowy pokaz spektaklu dzień później.

/rozmawiał: Łukasz Badula/

Komentarze