Krakexit. Relacja z "Inwazji" /zdjęcia/



Było karaoke, "suchary" prowadzącego, ale przede wszystkim przyspieszony kurs polskiej historii i kultury. Z przymrużeniem oka. W sobotni wieczór festiwalowa publiczność ruszyła w podróż, której szybko nie zapomni. 

Statek Nimfa to stały element pejzażu Zakola Wisły. Przycumowany niedaleko Mostu Grunwaldzkiego. Przez wiele lat będący jedyną w okolicy jednostką rzecznej żeglugi. Punkt docelowy licznych wycieczek szkolnych, jak i turystów z całego świata. Tym razem jednak Nimfa ruszyła w nietypowy rejs. Bo choć trasa wycieczki mogła wydać się znajoma, jej przebieg obfitował w wiele  niespodzianek. Zadbali o nie twórcy spektaklu "Inwazja" - dramaturg Piotr Rowicki i reżyser Piotr Ratajczak. Festiwalową premierę zainscenizowali nie tylko na pokładzie płynącego statku, ale też mijanej przez niego nabrzeżnej przestrzeni - Wzgórzu Wawelskim, Moście Dębnickim czy okolicach Mangghi i Cricoteki. Wszystko zaś w oparach absurdu godnych innego, filmowego "Rejsu".


Odniesień do kultowej komedii Piwowskiego oczywiście nie mogło w "Inwazji" zabraknąć. Rozmaitych cytatów, trawestacji i parodii było w spektaklu mnóstwo. Nadały one całości mocno satyryczny wydźwięk. Podkreślany dodatkowo przez zderzenie polskiej tożsamości z punktem widzenia przybyszów z zewnątrz. Festiwalowa publiczność wyruszyła bowiem w teatralny rejs z grupą brytyjskich turystów.


Bohaterami sztuki jest grupa przyjaciół spod Liverpoolu. Tak jak wielu rodaków, spędzają wieczór kawalerski pod Wawelem. Przez przypadek. Miała być Holland, ale jest Poland. Ekipa trafia na imprezę pod patronatem firmy Polish Angels. Na pokład statku rejsowego przywozi ich meleksem "anielska" przewodniczka, a na miejscu wita wodzirej o imieniu Janusz. Oczekiwanie na gości, widzom umilają "żenujące żarty prowadzącego", piekielnie (nie)trudne quizy oraz muzyka serwowana przez dj'a. Można zatańczyć, można pośpiewać, można też wygrać bilet (tj. kieliszek) do Finlandii.


Wraz z przybyciem turystów przestaje być tak przyjemnie. Nie tylko ze względu na stan upojenia alkoholowego i agresywną postawę gości. Oto przybysze zażywają "eliksiru polskości". Efektem jest przyspieszony kurs wiedzy o nadwiślańskim kraju i królewskim mieście. Wiedza, z którą Wyspiarze nijak nie potrafią sobie poradzić.


Ciała bohaterów zostają opętane przez upiory przeszłości, doskonale kojarzone przez widzów z historii, literatury, polityki. Duchy manifestują swą obecność także w bliskim i dalszym plenerze, niczym atrakcje widmowego muzeum. Bohaterowie dekodują te zjawiska oczywiście na swój własny sposób. Nacjonalistycznej retoryce znad Wisły, przeciwstawiają własne brexitowskie hasła (co owocuje prawdziwym chaosem pojęciowo- agitacyjnym). Polska kultura wywołuje skojarzenia prędzej z folklorem lub horrorem niż narodową martyrologią. Zapisana w murach Krakowa wzniosła, historyczna, ale i bolesna pamięć musi także skapitulować przed hedonistyczną, pragmatyczną postawą gości.


W tym błądzeniu po polsko- krakowskich refleksach sporo jest drwiny z pielęgnujących imperialną i kolonialną dumę Brytyjczyków. Ale "Inwazja" to również egzorcyzmy odprawiane na rodzimej duszy. To spojrzenie przez krzywe zwierciadło na kraj pełen paradoksów. Kraj, gdzie za wielkimi gestami nie zawsze idzie wielka treść, a to co swojskie potrafi być niekoniecznie lokalne (jak z "obowiązkowymi" elementami polskiego wesela). Groteskowe ujęcie uwzględnia również sferę wszechobecnej religijności. Na pokład statku w którymś momencie wkracza ksiądz, aby rozgrzeszyć brytyjskie owieczki. 


Salwy śmiechu podczas sobotniego rejsu, świadczą o tym, iż sztuka Rowickiego i Ratajczaka nie tyle atakuje, co pozwala odreagować. Całość posiada szybkie tempo, dosadne dialogi oraz fabułę, w której bez przerwy coś się inscenizacyjnie dzieje. Jeśli nie na pokładzie statku, to na wspomnianych bulwarach. Punktowe światło wychwytuje dla widzów kolejne scenki, które odgrywają zaangażowani do widowiska statyści.


Na chwile wytchnienia nie pozwala także obsada spektaklu. Grający turystów Krzysztof Piątkowski, Anna Sandowicz, Tomasz Augustynowicz, Radomir Rospondek i Rafał Szumera błyskawicznie wchodzą w interakcję z publicznością. Antoni Milancej, poza trzymaniem fasonu stylowego wodzireja, przebiera się m.in. za Tadeusza Kantora (dla turystów - Tadeusza Exchange). Wcielająca się w rolę przewodniczki Katarzyna Zawiślak-Dolny, ma z kolei szansę zaszarżować estradowo, jako główna bohaterka szalonych sesji karaoke (m.in. przebój… Danuty Lato).


W sobotni wieczór Nimfa wróciła na przystań rozśpiewana, roztańczona, pełna energii. Z pieśnią kibiców Liverpoolu "You Never Walk Alone" na ustach. W "light roomie" pod pokładem swój taniec rozpoczęły nawet Maski znanych krakowskich postaci. Takiego wieczoru kawalerskiego Kraków szybko nie zapomni. Aż szkoda schodzić na ląd. W tym wypadku Krakexit nie wchodzi w grę.

Festiwalowy pokaz "Inwazji" odbył się 16 września na pokładzie statku rejsowego Nimfa w Krakowie. 

/autor relacji: Łukasz Badula/

Komentarze