Jednostki chorobowe. Rozmowa z Katarzyną Kalwat i Anną Różą Burzyńską


11 września festiwalowa premiera sztuki "Landszaft. Lekcja anatomii". O tematyce spektaklu, niezwykłej scenerii inscenizacji oraz jej krakowskich wątkach rozmawiamy z reżyserką Katarzyną Kalwat i odpowiedzialną za dramaturgię Anną Różą Burzyńską.  

***

"Landszaft. Lekcja anatomii" już w tytule sygnalizuje tematykę uniwersalną, ponadczasową, ale i pozbawioną jakiś terytorialnych barier. A jednak w inscenizacji istotną rolę odgrywa koloryt lokalny. Czy Kraków wyróżnia coś szczególnego, jeśli chodzi o historię ludzkich zmagań z chorobami?

Anna Róża Burzyńska: Z krakowską lokacją jest związanych kilka ciekawych wątków. Po pierwsze Kraków jako miasto, które przodowało w poszukiwaniach medycznych i higienicznych (m.in. jeden z pierwszych w kraju systemów kanalizacji miejskiej). Po drugie – Uniwersytet Jagielloński, na którym tego typu badania bardzo szybko zaczęły się rozwijać. Mało kto pamięta, że Mikołaj Kopernik podjął studia właśnie chcąc zostać lekarzem. Kolejną sprawą jest dynamiczny rozwój samej medycyny - duża ilość jej przedstawicieli- noblistów, którzy byli związani z Krakowem, a także przełomowych odkryć mających tu miejsce (np. pierwszy przeszczep szpiku kostnego dokonany na Łomiance).

Katarzyna Kalwat: Nasz spektakl rozgrywa się na terenie Theatrum Anatomicum Instytutu Patomorfologii, na ulicy Grzegórzeckiej. Jest tam aula, która liczy sobie 125 lat, jedna z dwóch takich w Krakowie, zachowana w swojej oryginalnej plastycznie strukturze. To miejsce, w którym m.in. dokonuje się sekcji zwłok, w pewien sposób ukierunkowało nasze sceniczne działania. My również zajmujemy się anatomią, tyle, że anatomią aktora konfrontowanego z tematem, a także spektaklu konstruowanego w oparciu o ów temat.



Przełomowym dla medycyny odkryciom musiała towarzyszyć szczególna społecznie i kulturowa atmosfera. Na ile choroby zawładnęły wówczas potoczną świadomością?

K. Kalwat: Choroby były obiektem fascynacji nie tylko adeptów medycyny, ale też artystów. Na pierwszych publicznych pokazach sekcji zwłok pojawiali się studenci ASP czy prawa. Warto pamiętać, iż wtedy tylko uczestnictwo w podobnym "seansie" pozwalało zyskać empiryczną wiedzę o ludzkiej anatomii.

A. R. Burzyńska: To niesamowite, iż te same miasta były jednocześnie centrami medycyny i sztuki. Z jednej strony – uniwersytety kształcące naukowców, lekarzy, chirurgów, z drugiej – Akademie Sztuk Pięknych odpowiedzialne za przełomowe idee artystyczne. Wiedeń, Paryż, Monachium, ale też Kraków. Kraków, który próbował rywalizować z wielkimi europejskimi metropoliami pod tym względem.



Fascynacja chorobą osiągnęła artystyczną kulminację w okresie modernizmu. Czy dekadenckie lektury (związane z życiem cyganerii krakowskiej przełomu wieków) okazały się pomocne w trakcie pracy nad spektaklem? 

K. Kalwat: Obok np. pierwszych epidemii krakowskich, bierzemy pod uwagę i schorzenia mające afirmatywny charakter. Te, które, paradoksalnie, budowały wizerunek artystów w tamtych czasach. Tak jak w przypadku syfilisu czy gruźlicy. Były to choroby wręcz pożądane, powiązane z tożsamością ówczesnego artysty – jego wiarygodnością jako twórcy. Stanowiły bowiem rodzaj pośrednika w relacjach z publicznością.  Zainteresowały nas krakowskie, młodopolskie ikony stworzone na micie choroby. Kraków przełomu wieków był przecież spiętrzeniem wykluczających się nurtów i tendencji w tym temacie. Mamy niesamowicie purytańskie miasto, ale mamy i chorobę, która zwalnia człowieka, artystę od czegoś, stanowi element otwarcia się, woli eksperymentowania z życiem, bycia ekspansywnym. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, iż takie schorzenia jak syfilis czy gruźlica wyzwalały poszukiwania duchowe, transcendentalne.



Rozwój XX-wiecznej medycyny, a zwłaszcza farmakologii, musiał zrewidować te natchnione postawy. Choroby stały się uleczalne, spowszedniały, a w końcu część z nich całkowicie zniknęła. Spektakl uwzględnia ową ewaluację zjawiska? Pokazujecie różnice między myśleniem o chorobie dzisiaj a kiedyś? 

K. Kalwat: Naszą wizję chcemy doprowadzić do współczesności. Chodzi przecież o te wszystkie klisze i etykiety, które obecnie tkwią w naszej pamięci.  Jak same emblematy wytworzone przez kulturę, wpływają na to, jak postrzegamy dzisiaj choroby i jak się z nimi czujemy? Jaki to ma wpływ na pracę aktorów na scenie? Czy ów element uruchamiania w sobie pewnej emocji i myślenia o danej chorobie, ma bezpośrednie przełożenie na kondycję aktora na scenie?

A. R. Burzyńska: Bierzemy pod uwagę istniejącą ciągłość i żywotność pewnych mitów. Np. jak modernistyczny ideał subtelnej, chorowitej kobiety- muzy przekłada się na funkcjonujące dzisiaj wzorce kobiecego piękna.

K. Kalwat: Z jednej strony, jak pisze Susan Sontag, postromantyczny obraz choroby na przykładzie gruźlicy przekłada się na prawidłowości w świecie mody. Gdzie zdrowy wygląd wciąż nie jest atutem, lecz czymś, do czego podchodzimy z rezerwą. Z drugiej, są choroby niepodlegające owej estetyzacji. To sfera kontrowersji, nad którą także staramy się zastanowić. Dlaczego takie, a nie inne choroby są atrakcyjne?



Mówimy głównie o kulturowych inklinacjach medycyny. Ale to dziedzina intrygująca również pod względem relacji czysto społecznych. 

A. R. Burzyńska: Interesujący jest klasowy wymiar medycyny. To, jak np. rodziny szlacheckie z niechęcią patrzyły na lekarską profesję. Dziedziny takie jak seksuologia, ginekologia czy położnictwo, nie bez powodu były zdominowane przez profesorów i studentów z żydowskich rodzin. Przedstawiciele szlacheckich, chrześcijańskich rodzin nie garnęli się do „brudnych” specjalizacji. Wybierali bardziej „eleganckie” obszary medycyny typu chirurgia. Ale to działało w dwie strony. Studentom żydowskim często blokowano wybór interesującej, a uznanej za „normalną” specjalizacji.

K. Kalwat: Na przykładzie chirurgii można zresztą prześledzić, jak owe społeczne tęsknoty i aspiracje się zmieniały. Na początku chirurgia była uznawana za najgorszą część medycyny, właściwie nie była kwalifikowana jako jej pełnoprawna dziedzina. Pierwsze publiczne sekcje zwłok przeprowadzali często nadworni kaci albo nawet osoby bez żadnego wykształcenia medycznego, za to z silnym żołądkiem. Sami lekarze się tym brzydzili. Ich rola była więc ograniczona do wskazywania miejsc cięć i nadzoru operacji przeprowadzanej przez akuszera- amatora. Ten stan oczywiście stopniowo ulegał zmianie. Dzisiaj chirurgia jest wręcz królową nauk medycznych. Ale i to może się zmienić. W spektaklu intryguje nas również futurystyczny aspekt. To, czy za 20 lat chirurgia całkowicie nie zmieni swojego oblicza, a lekarze nie będą musieli już niczego wycinać i zszywać.



Tak rozległy i złożony temat wymaga zapewne nietypowej scenicznie formy? Czym zaskoczycie widzów pod względem formalnej oprawy spektaklu?

K. Kalwat: Sama inscenizacja powstaje w oparciu o zasady dramaturgii procesu. Tekst rodzi się w trakcie prób. Na oczach widza będziemy więc starali się dokonać rekonstrukcji spontanicznego procesu, poprzez różne środki wyrazu; tekst, muzykę, instalację. Ta różnorodność formalna jest niezbędna, gdyż zderzamy się z tematem teatralnym i nieteatralnym zarazem. Trudno przecież uwiarygodnić coś, co nie jest naszym osobistym doświadczeniem.

Spektakl powstaje w oparciu o tekst Weroniki Murek, improwizacje aktorskie oraz cytat z książki Susan Sontag "Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory". W obsadzie występują: Iwona Budner, Sandra Korzeniak, Karol Kubasiewicz, Bartosz Ostrowski i Błażej Peszek. Festiwalowe pokazy: 11, 12 IX godz. 19.00 w Zakładzie Patomorfologii Klinicznej i Doświadczalnej, ul. Grzegórzecka 16 w Krakowie.


/rozmawiał: Łukasz Badula/

Komentarze