Do piekła nie schodzi się bezkarnie. Relacja z premiery “Nowosielskiego. Bytu/nie/subtelnego” /zdjęcia/


W podziemiach krakowskiej cerkwi, festiwalowa publiczność spotkała artystę z innego wymiaru. Potem zaś mogła dotknąć jego sztuki. Dosłownie! 

Dlaczego cerkiew? Dlaczego ikony? - słyszał nieraz u schyłku życia. Nic dziwnego, iż teraz postanowił uprzedzić podobne pytania. I na sam początek wyrazić dystans wobec tych, którzy mierzą sztukę racjonalnymi wyznacznikami. Tu bowiem, w tej szczególnej przestrzeni, twórczość jest związana z emanacją sfery duchowej, nie teorią czy estetyką. A kto już zawitał w gościnne progi, musi zawiesić niewiarę i wypatrywać astralnych istot. Istot, których gospodarz był wiernym towarzyszem.



Spektakl “Nowosielski. Byt/nie/subtelny” przygotowany przez Annę Popiel, miał nieco inny przebieg niż pozostałe festiwalowe premiery. Publiczność trafiła do przestrzeni ascetycznej, ograniczonej, ale i sakralnej. W krakowskim budynku przy Szpitalnej 24, od połowy ubiegłego wieku mieści się prawosławna cerkiew. Losy świątyni są jednocześnie powiązane z twórczością oraz schyłkiem życia bohatera spektaklu. Reżyserka pokazuje Jerzego Nowosielskiego w pustelniczej scenerii. I ta pustka, paradoksalnie, wiele mówi. Choć częściej równie wymownie milczy.



Popiel rozgrywa spektakl zatem w małej, piwnicznej pracowni artysty. Wystrój ogranicza się tutaj do biurka i zawieszonego na ścianie krzyża. Na miejscu wita publiczność sam Nowosielski - siedzący na krześle, zamyślony, wpatrzony w dal. Kajetan Wolniewicz po mistrzowsku kreuje postać, która przebywa jakby w innym wymiarze.



Innego wymiaru dotyczą w każdym razie skierowane do publiczności wyznania bohatera. To nie tyle rozrachunek z materialną egzystencją, co spojrzenie poza świat doczesny. Słowa, które należą do artysty, filozofa, a może nawet teologa. Słowa gorzkie, chwilami pełne czarnego poczucia humoru, boleśnie szczere, jeśli chodzi o (pesymistyczną) diagnozę istnienia.



Nowosielski mówi o sobie jako bycie grzesznym, z lekka niesubtelnym. Kimś, kto wydaje się mały wobec zjawisk, które wyobraźnią przenika. Paradoksalnie więcej w postawie bohatera przekory niż pokory. Wybitny malarz ma zresztą świadomość heretyckiego podłoża własnych wizji. Mimo zakorzenienia w pewnej wyznaniowej tradycji, sporo w nich gnostyckich akcentów i manichejskich podziałów. Dotyczy to również transpozycji doświadczeń duchowych na płaszczyznę malarstwa. Nie bez powodu Nowosielski mówi o jednoczesnym sakralizowaniu profanum i profanowaniu sacrum. Od określenia pedagog woli słowo "mistygog".



Do piekła nie schodzi się bezkarnie - stwierdza w pewnym momencie bohater. Na niecałą godzinę piwnica cerkwi staje się namiastką swoistej transcendencji. Nowosielski nie tylko wyłuszcza własną koncepcję o upadłych aniołach (bytach subtelnych), ale też informuje o ich obecności w pomieszczeniu. Kilka razy wstaje zza biurka i wodzi wzrokiem po twarzach widzów. Jakby dostrzegał coś, czego zgromadzona publiczność nie jest w stanie zobaczyć.



“Nowosielski. Byt/nie/subtelny” to monodram, który pozwala spojrzeć na Nowosielskiego zarówno jako człowieka z krwi i kości, jak i jednostkę duchową tuż przed ostatnim momentem mistycznego wtajemniczenia. Ta chwila oczywiście nie jest dostępna widzom. W finale bohater apeluje: Idźcie na górę, do światła,  by za chwilę po prostu zniknąć w ciemnościach. Na szczęście pozostaje jego fenomenalna sztuka. Po spektaklu publiczność mogła dotknąć jej dosłownie. W trakcie wizyty w sali reflektarzowej cerkwi.

Premiera spektaklu odbyła się 20 września w podziemiach cerkwi krakowskiej przy ul. Szpitalnej 24. 

Komentarze