A my na tej wojnie… Relacja z premiery “W Ogień!” /zdjęcia/




Parking z panoramą Tatr, “profil pamięciowy” postaci budzącej skrajne opinie, ale też odśpiewana przez widzów piosenka z “Czterech pancernych i psa”. W piątkowy wieczór, Zakopane stało się miejscem kolejnej festiwalowej premiery. 

Deszcze niespokojne potargały wiatr… Intonowana w spektaklu pieśń, na szczęście nie okazała się prorocza. W ten wieczór deszczowa pogoda ominęła Zakopane. Bez koców i ciepłej herbaty na widowni się jednak nie obyło. Zimno, wietrznie, jesiennie - aura zsynchronizowała się z tematem sztuki. W je tle przecież mocno wieje wiatr historii.


Sama sceneria festiwalowej premiery nie pozostała bez wpływu na odbiór całości. Spektakl “W Ogień!” został zainscenizowany w jednym z najbardziej niepozornych miejsc Zakopanego. Parking przy Rondzie Solidarności to przestrzeń wzmożonego ruchu samochodowego, ale i pocztówkowego widoku na Tatry. Otoczenie pełne kontrastów, gdzie obok budki oraz autokarów znajduje się kolorowy billboard miejscowych term. Keep calm and relax - zachęca reklamowy slogan. Trudno o lepsze wprowadzenie do inscenizacji.


“W Ogień!” to wypadkowa koncyliacyjnego tekstu Mateusza Pakuły i bardziej konfrontacyjnej, reżyserskiej wizji Wojciecha Klemma. Obaj twórcy spotykają się tu jakby w pół drogi. Postać tytułowego Ognia - Józefa Kurasia, dowódcy oddziałów partyzanckich na Podhalu, jest rozpatrywana przez pryzmat i świadectw historycznych i postaw współczesnych, nacechowanych ideologicznie.  O ile dramaturg oddaje złożoność, nieweryfikowalność, tragizm postaci Kurasia, o tyle reżyser nadaje monologom formę intensywnego upustu emocji. Charakteru całości dopełniają radykalne pomysły scenograficzno- choreograficzne.


Końcowy rezultat może zaskoczyć tych widzów, którzy oczekiwali jednoznacznej wymowy: ataku na kult Żołnierzy Wyklętych albo apoteozy jednostki uwięzionej w dziejowym fatalizmie. “W Ogień!” nie stawia odbiorcy po żadnej ze stron światopoglądowej barykady. Wiernie odtwarza natomiast napięcie towarzyszące polsko- polskim sporom o historię. Od wzniosłych narodowościowych haseł do zmęczenia żołnierską martyrologią. Od legendy białej do tej czarnej.


Historia Ognia jest taka… - powraca jak refren w wypowiedziach postaci, które próbują przekonać nie tylko publiczność, ale i siebie do jedynej, określonej wykładni przeszłości. Każda wykładnia rodzi oczywiście uzasadnione obiekcje. Stąd pojawienie się na scenie alter-ego Pakuły. Dramaturga, który nie chce “przekonywać przekonanych”, a który wydaje się bezradny wobec wielowymiarowej, zanikającej w bohaterskim lub anty-bohaterskim micie postaci.


Ratunkiem może być, dość nieoczekiwana, perspektywa archeologiczna. Podhale to przecież nie tylko kraina partyzantki Ognia, ale też bogatej prehistorii. Tu np. znaleziono najprawdziwszy bumerang sprzed 30 tys. lat. Zdarzenie niby mające niewiele wspólnego ze sporami wokół Kurasia. A jednak pozwala widzom zaczerpnąć głębszy oddech i dokonać reorientacji w terenie. Być może cała kłótnia o bohaterów nie ma aż takiej wagi dziejowej, a od “świeżej pamięci krzywd” bardziej istotna jest perspektywa wielowiekowa, związana choćby z naturalnym środowiskiem? Tyle, że, jak uświadamia monolog o tłustoszu, i ta sfera nie jest pozbawiona okrucieństwa i przemocy.


Rozbieżnym sposobom ujęcia przeszłości, reżyser przydziela surową, ale niezwykle ekspresyjną wymowę. Całość rozgrywana jest w swoistej beckettowskiej poczekalni. Postaci siedzą na przystanku autobusowym pomazanym kibolskimi napisami. Wśród elementów ich garderoby jest nie tylko żołnierski mundur, ale i indiański pióropusz, czapka- kominiarka czy… patriotyczna peleryna (ta sama, którą spopularyzował prezes PiS). Ważnym składnikiem scenicznej narracji jest oprawa dźwiękowa. W budce znajdującej obok przystanku, elektroniczną muzykę serwuje - Dominik Strycharski. Reżyser sięga także po wspomnianą piosenkę z serialu “Czterech pancernych i psa” (w wersji dance) oraz, wieńczący spektakl, polski cover “Wonderful World” Armstronga. W sceniczne monologi wpleciono ponadto sławetny elementarz Władysława Bełzy i biblijny list do Koryntian.


Niezwykle trudne zadanie przypadło obsadzie spektaklu. Karolina Kazoń, Natalia Strzelecka, Mateusz Janicki, Marcin Kalisz i Wojciech Skibiński musieli zmagać się nie tylko ze spartańskimi warunkami pogodowymi. Szokujące treści padały z ust aktorów w otwartej, miejskiej przestrzeni. W sąsiedztwie przechodniów i turystów, którzy często zatrzymywali się przy prowizorycznej parkingowej scenie. Cała obsada stawiła czoła wyzwaniu i do końca zachowała zimną krew. Na bis publiczność zaśpiewała aktorom jeszcze raz “Czterech pancernych”. A my na tej wojnie ładnych parę lat… I nie zanosi się na zmianę.

Festiwalowa premiera “W Ogień!” odbyła się na Parkingu przy Rondzie Solidarności, ul. Nowotarska 27 w Zakopanem. Kolejny pokaz już dzisiaj, 16 września, o godz. 19.00. W przypadku załamania pogody, organizatorzy na miejscu skierują widzów do nowej lokacji spektaklu. Dla widzów z Krakowa - darmowy transport do Zakopanego i z powrotem.


/autor relacji: Łukasz Badula/

Komentarze